Brooklyn Way

11 sierpnia, 2009

Świetny serial dokumentalny, zapraszam do obejrzenia pierwszego odcinka :

Mam nadzieję, że Wam spodoba się równie bardzo, jak mi 🙂

Nadchodzi…

27 lipca, 2009

news_skane04

Wywiad z Guru Con’09

25 lipca, 2009

COMIC Con ’09

24 lipca, 2009

comic-con-logoTrwa w najlepsze, codziennie wypływają nowe, ciekawe rzeczy dla nerdów ;] Polecam http://www.zakazanaplaneta.pl – na tym serwisie dość szybko i w ciekawy sposób sprezentowane jest to, co na konwencie nowego się pojawiło. A pojawiło się wiele!

Do tego ostatnimi czasy sporo obejrzałem / przeczytałem, ale nie mam nawet chwili na to żeby usiąść i spisać recenzje czy przemyślenia. Może wkrótce się za to zabiorę.

103 piętro. Pierwsi goście, którzy mieli okazje zwiedzić te dzieło techniki i sztuki, zgodnie powtarzali : „Pierwszy krok był najtrudniejszy”

Vadrum meets William Tell

27 czerwca, 2009

Piękne 🙂

Terminator : Salvation

25 czerwca, 2009

„Każdy zasługuje na drugą szansę” – to puenta najnowszego filmu o całkiem wkurzonym na ludzkość komputerze. Puenta dość ciekawa, bo jak wszyscy wiemy, „Terminator : Ocalenie” to rozpoczęcie nowej trylogii w świecie znanym najbardziej chyba z kwadratowej twarzy Arnolda. Stara trylogia zakończona była, delikatnie mówiąc, słabo. Mdły do granic możliwości John Connor, autoparodia Arnolda, dziwny T-X, czyli terminator-kobieta, kiepskie nawiązania do poprzedniech części, wszystko to spowodowało, iż „Terminator 3” odebrany był bardzo, bardzo źle. Jak jest tym razem ? Czy seria o Terminatorach naprawdę zasługuje na drugą szansę ?

Na dzień dobry mogę powiedzieć, iż jest o niebo lepiej niż w Terminatorze 3. Ktoś wpadł na świetny, aczkolwiek karkołomny pomysł, że „Terminator” nie oznacza „Arnold” i można spróbować stworzyć kolejną część bez twarzy dzięki której cała seria zasłynęła. Fabuła jest rozwinięciem kilku ujęć wizji świata przyszłości, jakie widzieliśmy w „Terminatorze 2”. Postnuklearna zima, wszechobecne maszyny Skynetu i resztki ludzkości walczące w samozwańczych Ruchach Oporu. Trzeba przyznać, iż pod względem plstycznym, twórcy nowego Terminatora wspieli się na wyżyny dostępnych aktualnie dla filmowców efektów specjalnych, dzięki czemu świat przedstawiony w filmie wydaje się bardzo realistyczny. Fani klimatów postnuklearnych poczują się mile zaskoczeni tym, jak wygląda Los Angeles.

terminator-salvation-20090409081529809

Plakat, o tak!

Główny bohater – znany wszystkim John Connor – grany przez Christiana Bale jest logicznym rozwinięciem postaci, którą poznaliśmy w Terminatorze 2. Nie ma w sobie nic z bezpłciowego, nędznego Johna Connora Terminatora 3. To faktyczny człowiek – legenda, świetnie wytrenowany przez własną matkę do tego, co jest jego przeznaczeniem. Jest najlepszy w tym co robi, a gra aktorska Bale’a chociaż nie najwyższych lotów, to bardzo dobrze oddaje ducha tej postaci. Connor po prostu jest taki, na jakiego wszyscy liczyli po tym, jak twórcy trzeciej częsci skrzywdzili ich wizje lidera ludzkości.

Drugi bohater, pan Marcus, grany przez pana Sama Worthtingtona, jest już czymś, co fani zapamiętają. Skazaniec pomagający Connorowi w odnalezieniu Kyle’a Reese’a jest naprawdę ciekawą postacią, która długo zapadnie mi w pamięci.

Sam film, i to też zaliczam na plus, ma w sobie tyle mniej lub bardziej ukrytych nawiązań do poprzednich części, że aż w głowie to się nie mieści. Będę musiał kiedyś odnaleźć jakąś internetową listę, w któej będzie to wszystko spisane, bo w kinie zauważyłem całkiem sporo, a jestem pewien, że wiele mi uleciało.

Niestety, jak to często w dzisiejszej kinematografii ( a w szczególności sci-fi) bywa, film otarł się o perfekcję, ale do perfekcji mu daleko. Gdyby fabuła potoczyła się niewiele innym, ale jednak, torem, gdyby niektóre dialogi nie były aż tak sztampowe, gdyby końcówka była utrzymana w ciut mroczniejszym klimacie, film naprawdę zapamiętany byłby za świetne rozpoczęcie nowej trylogii Terminatora. Gdyby Skynet okazał się jednak jeszcze sprytniejszy, gdyby nie było granicy między człowiekiem a maszyną, film zapadłby mi głęboko w pamięć. Niestety tak się nie stało i Terminator : Salvation, chociaż, jak napisałem na samym początku, jest o niebo lepszy od części trzeciej, to do częsci drugiej nawet nie może podejść, ewentualnie może jej oddać honor, co też czyni na prawie każdym kroku. Miejmy nadzieję, że w kolejnym odcinku twórcy wreszcie pójda na całość i oleją ograniczenia wiekowe. Póki co jest nieźle, ale na pewno stać ich na więcej. 7/10

Wakacji może trochę liznę w czerwcu i jeszcze troche w sierpniu, póki co kontynuuję sprawianie sobie masochistycznej przyjemności i zapełniam sobie czas wszystkim, co tylko mi w ręce wpadnie. Tak też, ostatnimi czasy zdążyłem przeczytać bardzo ciekawą książke („Bez litości”, biografia Slayera), przeczytać a raczej przypomnieć sobie taką, która kiedyś mi się bardzo podobała („Misjonarze z Dywanowa”) machnąć kilka albumów komiksowych, przesłuchać interesującą płytkę (Nowy Heaven’n’Hell), zaprojektować sobie koszulkę na czerwcowy koncert najlepszej grupy na ziemi, pograć w dobre tytuły (dalej męcze Mirror’s Edge i do tego ostatnio spodobał mi się Wolverine) i nadal w pocie czoła pracować nad „Pyłem”. Swoją drogą, pisanie tego „dzieła” zdaje się być jak droga przez mękę – myślałem, że będzie łatwo, a jest jak w piekle. Do tego, jeśli jeszcze tego nie zdążyłem ogłosić, to robię to teraz, zapraszam na :

http://www.hellbounded.wordpress.com – namiastka tego, co w przyszłości będzie tym Hellboundem, nad którym pracuję od czterech lat. Strona od fanów southern metalu dla fanów southern metalu.

I to na tyle, wszystko to oczywiście w przerwach między pracą, pozdrawiam !

W telegraficznym skrócie #5

20 kwietnia, 2009

Ostatnimi czasy co jest warte uwagi a co nie :

– DMZ: W Strefie (komiks) – ciekawa historia o drugiej wojnie secesyjnej dziejącej sie w przyszłości. Dobrze się zapowiada, zobaczymy jak będzie dalej 7/10.

-John Rambo (film, DVD) – polskie wydanie DVD z najnowszymi przygodami Rambo to niestety, jak bywa w przypadku Monolith, klapa jeśli chodzi o dodatki. 2/10

-Za garść Posoki (komiks) – stosunkowo nowe wydawnictwo na polskim rynku, HellaKomiks, przedstawia nam erotyczny spaghetti western autorstwa Bisleya. Lekkie, miłe i przyjemne 7/10.

Cień Nietoperza

5 kwietnia, 2009

Po dość sporym czasie przerwy, postanowiłem napisać artykuł o moim ulubionym „superbohaterze” – Batmanie. Dlaczego ? Jako fan komiksów, przeczytałem ich naprawdę sporo, ale pomimo tego, iż mam za sobą całkiem pokaźną ilość albumów, jeszcze nie spotkałem bohatera, który tak ująłby mnie za serce jak Bruce Wayne i jego historia. Drugą sprawą jest fakt, iż jestem po przerobieniu cyklu „Batman R.I.P”, który jest przełomowy jeśli chodzi o uniwersum Batmana a przymierzam się do rozpoczęcia „Battle For The Cowl”.

Na początek trochę historii. W maju 1939 roku w komiksie Detective Comics ( dokładniej to w 27 numerze) pojawia się poraz pierwszy Batman – superbohater przebrany w strój nietoperza. Od tamtego czasu Batman staje się bohaterem niezliczonej ilości serii i wydarzeń. Czym różni sie od innych superbohaterów w pelerynkach ? Bruce jako jeden z niewielu, jest człowiekiem bez nadludzkich mocy. Wszystkie swoje umiejętnosci zawdzięcza treningowi i ciężkiej pracy. Pozatym, często daje się poznać jako osoba, która nie jest z żelaza, jako zwykły człowiek, który przyjął na swoje barki brzemię, za które cały czas płaci cenę, której my sobie wyobrazić nie potrafimy. A do tego, wygląda diablo kozacko w swoim stroju. No, przynajmniej w naszych czasach, wcześniej bywało z tym róznie.

Prawda jest taka, że Batman „zaczął się” w pełni w roku 1986. Wcześniej Wayne był jednym z nieskazitelnych superbohaterów, którzy wesoło tłukli w śmieszych wdziankach równie wesołych przeciwników. Najlepszym przykładem tego, jak wyglądała kondycja postaci Batmana jest serial „Batman” z lat 60-tych XX wieku. Tragedia i śmiech na sali.

dark_knight_returns1

Okładka pierwszego numeru "DKR"

W 1986 roku Frank Miller stworzył „The Dark Knight Returns”  serię, dzięki której Batman jest taki, jakiego go znamy. Osadzona w nieokreślonej przyszłości opowieść o schyłku dni Batmana  nie miała nic wspólnego z wcześniejszymi ckliwymi historyjkami o superbohaterze. Przedstawiała ona Wayne’a jako zniszczonego psychicznie, nader brutalnego wyrzutka, który zataca w sobie człowieczeństwo i odsuwa się od społeczeństwa. Historia ta, nie dośc, iż na nowo zdefiniowała postać Batmana, to stała się inspiracją dla Burtonowskiego filmu o nietoperzu, jak i do tego,  by następne albumy o nietoperzu przyjęły atmosferę, którą przesycony był „Dark Knight Returns”.

Chociaż „Dark Knight Returns”  nigdy nie został uznany jako częśc chronologii Batmana, to był takim sukcesem, iż Frankowi Millerowi zaproponowano stworzenie „nowego początku Batmana”. Miał na nowo opowiedzieć o początkach Nietoperza. Udało mu się to w czteroczęściowej opowieści „YEAR ONE”, która do dzisiaj jest uważana za komiks, od którego powinno się zaczynać czytanie historii o Nietoperzu. Cytując serwis batcave.pl :

300px-batman_-_year_one_cover_a1

„Mając do dyspozycji Dawida Mazzuchelliego (z którym stworzył niemałą legendę w mitologii Daredevila, Born Again), Frank stworzył dzieło, które na trwałe zapisało się w historii Batmana.
Historia ta, jak na owe czasy, była niezwykle realistyczna, ponieważ Bruce Wayne nie walczył z jakimś pomylonym przebierańcem albo meta – człowiekiem. Opowieść miała charakter retrospekcyjny i opowiadała o tym, jak wiele trudu Wayne musiał włożyć, aby zmienić Mrocznego Rycerza w miejską legendę. Pełno w niej nawiązań do dzisiejszych czasów, gdyż imaginacja Millera wspaniale wplata się w szarą, brudną rzeczywistość, w której króluje pieniądz i korupcja. Ów realizm nie uratował jednak Batmana od uroku bohatera pulpowego.”

Dla fanów Batka jednak to nie minus – Nietoperz do dzisiaj uważany jest wśród osób niezorientowanych w tematyce, jako typowy bohater pulp ficiton – pelerynka, śmieszne gażety i kompletnie tandetne nazewnictwo, ale wszyscy do tego przywykliśmy.

Od czasu Year One Batman zaczął żyć na nowo pełną parą – historie o nim już od wielu lat towarzyszą fanom, a takie perełki jak albumy The Killing Joke, Venom czy Hush są znane i doceniane nie tylko przez fanów Bruce’a, ale również ogólnie pojętych fanów komiksu. Historie o nietoperzu wyróżnia od innych superbohaterów złożoność osobowości głównego bohatera i jego wrogów, gęsta, mroczna atmosfera miasta Gotham i dość daleko posunięty brutalizm jak na opowieści o superbohaterach.

Komiksy prezentują różny poziom, ale przy odrobinie samozaparcia i przewertowaniu kilku for internetowych, można zdobyć listę absolutnie obowiązkowych albumów po przeczytaniu których historia Mrocznego Rycerza nie jest nam już obca. Dla mnie te tytuły to zdecydowanie :

„Year One” – pokazujący nam początki Batmana.

„Dark Knight Returns” – z powodów, o których pisałem wyżej

„Long Halloween/Dark Victory” – Kontynuacje Year One, opisujące min. początki Robina i Dwóch Twarzy

„Killing Joke” – Najlepsza historia z Jokerem.

Gdy te albumy się spodobają, warto sięgnąc po inne, równie ciekawe historie. Do tego filmy z udziałem Batmana miały to niesamowite szczescie być jednymi z udanych adaptacji komiksowych – nie licząc tragicznego „Batman i Robin” z Clooneyem i uważając za filmy o Batmanie te wydane po „Batmanie” Burtona. Nie wolno też zapomnieć o „Batman : TAS”, serialu animowanym, który pomimo swojej rozrywkowej atmosfery zachował ducha Batmanów Burtona i Millera.

Batman jest jednym z najsłynniejszych superbohaterów, dzięki czemu możemy się na niego natknąć prawie wszędzie – nawet ołówek z Batmanem można sobie kupić. Sukcesy ostatniego filmu Nolana tylko ten stan rzeczy polepszają.  Miejmy nadzieję, iż legenda Mrocznego Rycerza będzie trwać, bo jest to komiks i dla tych małych i dla tych dużych dzieci.
A za co osobiście Batman ? Wydaje mi się, że jak dzieciak pierwszy raz widzi napakowanego kolesia w stroju nietoperza tłukącego „złych” zakochuje się od razu. Każdy chyba wraz z wiekeim odkrywa, że za tym tłuczeniem złych leży głębia, którą cieżko zrozumieć ludziom, którzy za dzieciaka nie lubili komiksów o superbohaterach.